Artykuł

Moulding Expo 2019

W maju odbyła się trzecia edycja targów Moulding Expo w Stuttgarcie. Moulding Expo to impreza organizowana co dwa lata. W tym roku odbywały się równolegle z targami dla dostawców przemysłu samochodowego, co zapewne zaowocowało większym ruchem gości podczas imprezy. Targi Moulding Expo nazywane są przez organizatorów w skrócie MEX, której to nazwy końcówka nam Polakom może się kojarzyć z dawnymi sklepami PEWEX, z „luksusowymi” towarami z zachodu. Pewnie organizatorom faktycznie chodziło o eksport, bo obecnie formy i przetwórstwo tworzyw robi jedna strona świata dla drugiej. Zarówno jak chodzi o narzędzia do przetwórstwa tworzyw, jak i wyroby finalne.

Mogę śmiało powiedzieć, że są to jedyne takie, stricte dla producentów form do tworzyw sztucznych, targi w Europie. Czterodniowa impreza przyciąga producentów form, dostawców obrabiarek, narzędzi, podzespołów (normaliów) z całej Europy i pewien procent z Dalekiego Wschodu. Pokazuje też, że formy to nie tylko skrzynki do rozmiaru 496 x 496 ale i daleko większe przyrządy, wielokrotne formy (z wieloma wkładami formującymi), ważące tony, skomplikowane cuda techniki.

Prawie 13.000 gości z 59 krajów dotarło do Stuttgartu aby zwiedzić wystawę, gdzie ponad 700 firm pokazywało swoje produkty czy świadczone usługi. Ponieważ organizatorzy podają, że około 17% gości było z zagranicy, przyjmijmy że około 2200. Oznacza to, że większość odwiedzających to Niemcy, w 70% scharakteryzowani w statystyce jako decydenci dokonujący zakupów. Mało niestety była widoczna obecność polskich narzędziowców na tych targach.

Zaledwie kilka firm z Polski zdecydowało się na pokazanie swoich umiejętności. Może to wpojone nam kompleksy, plus przysłowie, że z drewnem do lasu się nie jeździ, przeważyły nad optymizmem, iż uda się, że będą nowi klienci.

Wydaje mi się, że mamy większe szanse zaistnieć na niemieckim rynku, bo ostrożni Niemcy wcale nie palą się do zamówień w Chinach. Aby rozwiać ich obawy na temat jakości chińskich narzędzi powstają firmy weryfikujące na miejscu, w Chinach jakość wykonanych tam przyrządów przed wysłaniem ich do Niemiec. Nasze narzędziownie są bliżej, ciągle jeszcze koszt pracy w Polsce jest atrakcyjny dla niemieckich importerów. Skoro zostało nam Polakom jeszcze kilka lat takiej dogodnej do eksportu sytuacji, kiedy to jesteśmy atrakcyjni cenowo, to czemu z niej nie korzystać?

Zamieszczam na stronach obok kilka zdjęć pokazujących te ciekawostki, które przynajmniej można było fotografować. Niestety nie wszyscy wystawcy akceptują „szpiegostwo przemysłowe”, nawet robione telefonem komórkowym, a nie profesjonalnym aparatem fotograficznym.

Widać na podpisach detali ile pracy zajmuje wykonanie formy, skoro tylko jedna część wkładki ze stali w gatunku 1.7225 (40HM) kształtującej „grill” samochodowy waży 2300 kg. Frezowanie jej geometrycznych kształtów zajęło maszynie wyprodukowanej przez DMG MORI aż 580 godzin!

Z kolei samo frezowanie to jedno. Do tego dochodzi często ręczna obróbka przy wykańczaniu detalu. Próbować zgadnąć można ile trwało polerowanie detalu ze stopu aluminium do takiego połysku, że mogliśmy sobie z córką zrobić w nim, jak w lustrze, „selfie”? Każde takie narzędzie to włożone setki godzin pracy, za które zachodnie firmy chętnie nam zapłacą, bo u nich roboczogodzina fachowca kosztuje więcej. Pamiętajmy, że dofinansowania do udziału w targach międzynarodowych są do zdobycia. Potrzeba tylko nieco naszej zapomnianej ułańskiej fantazji i ruszajmy na podbój Europy.

Kolejne targi Moulding Expo odbędą się już w roku 2021. Może się na nich zobaczymy?


Robert Dyrda